wtorek, 21 lipca 2020
Baner?
sobota, 11 lipca 2020
Od James Wilson
Kolejny dzień ponurej egzystencji. Chejron wyjechał więc oczekiwałam czegoś nowego, lepszego. A życie tu toczyło się normalnie - obozowicze tak samo irytujący jak zwykle, życie tak samo beznadziejne jak zwykle, nikogo nie obchodzę ja i moje uczucia jak zwykle i nikt nie zauważył że urwałem się z lekcji starożytnej greki. Jako Rzymianin, który prędzej czy później (miejmy nadzieję że prędzej) wróci do swojego Obozu nie potrzebowałem tego języka. Wystarczała mi łacina. Gdy oni zajmowali się wkuwaniem omeg i innych delt ja uczyłem się najbardziej soczystych łacińskich przekleństw. Uczciwy układ, nieprawdaż? Wyciągnęłam spod obozowego łóżka całą moją sagę "Harrego Pottera" i zacząłem tłumaczyć sobie zaklęcia. Większość z nich pochodziło od łacińskich słów, więc nikogo nie oszukiwałem. Ćwiczyłem rzymski język, a to w jaki sposób to robię nie powinno mieć dla nikogo najmniejszego znaczenia. W końcu ja też nie miałem znaczenia. Całe moje doświadczenie nie miało znaczenia. Nikt mi nie powiedział czym jest "wielki problem", bo nie mam dla nikogo znaczenia. Ale ja nie jestem głupi. Domyślam się o co chodzi. Rzecz jasna chodzi o... BUM!
Nie, no. Znów wybuchłem obozowe toalety. To się zdarzało, gdy byłem zły lub smutny. Czyli praktycznie 92712038101 razy na dzień. Mogłem cofnąć wszystkie zniszczenia jednym machnięciem dłoni, ale nie chciałem się przemęczyć. Być może wyglądałoby to spektakularnie, ale było wyniszczające, zbyt duże użycie mocy. Wprowadzało człowieka w coraz większą depresję. Zabijało ostatnie dobre wspomnienia. Wróciłem do książki przypominając sobie młodszego siebie wierzącego w to że któregoś dnia przyleci do niego sowa z listem zapraszającym do Hogwartu. Później nastoletniego chłopaka, który nie wierzył już w te bzdury i w magię. A później dowiedział się że jest synem rzymskiej bogini. I może dzięki temu znów byłby małym wesołkiem wierzącym w cudowny świat, gdyby nie śmierć ojca. Najgorsze wydarzenie życia. Zaczynałem już mieć łzy w oczach, gdy usłyszałem dźwięk, którego nie słyszałem od dawna.
PUK, PUK!
Nie wierzyłem. Przecież nikt nie chce mnie i nie potrzebuje.
PUK, PUK!
Ale to się działo. Naprawdę się działo
PUK, PUK!
-Już idę! - krzyknęłem uszczęśliwiony. Ktoś obchodził się moim losem!
Przy drzwiach zastałem Lucky Latte. Rozpromieniłem się jeszcze bardziej. Ktoś o mnie pamiętał i była to bardzo ładna dziewczyna (gdyby był to bardzo brzydki chłopak też bym się cieszył, ale zrozumcie - BARDZO ŁADNA DZIEWCZYNA!).
-Wit... - zaczęłem.
-Nie kończ, nie mam całego dnia - wypaliła ona. - Musisz mi pomóc!
Żadnego "James jak się miewasz?" albo "James nie było cię na zajęciach. Wszystko dobrze?". Oczywiście, to musiało być "pomóż mi!". Nikogo nie interesowałem ja, a korzyści ze mnie.
-Muszę dokończyć robota sprzątającego bałagan jaki wywołujesz, ale nie mam narzędzi, bo Bianka Hood mi zabrała. Pomożesz?
-Jasne - powiedziałem. Czułem się zdruzgotany, ale cóż... Przynajmniej jej pomogę. - Ale czemu przyszłaś do mnie?
-Bo tylko ciebie nie ma na starożytnej grece - wypaliła. No, tak, przecież nie spodziewałem się że powie, że zrobiła to bo jestem najgodniejszym zaufania chłopakiem jakiego ona zna.
-OK, jak mam Ci pomóc?
-Zrobimy włam. Odciągniesz Binke, a ja otworze drzwi.
-To nie zadziała. ONA jest złodziejem, a nie TY.
-A masz jakiś lepszy pomysł?
-Owszem mam.
I skierowałem się do domku trzeciego. Zapukałem do drzwi.
-Otwórz, Binka! - krzyknąłem.
Brak odpowiedzi.
-Wiem, że tam jesteś!
-Nie ma mnie! - usłyszałem.
-Jesteś.
-Skąd wiesz?
To było głupie.
-Bo nie tylko ja urywam się z zajęć.
-Co z tego że jestem, skoro cię nie wpuszczę?!
-Dawno nie otwierałem mieczem drzwi - powiedziałem cichym głosem, ale na tyle by usłyszała.
-Nie zrobisz tego!
-Testujesz mnie? - odpowiedziałem i ruszyłem w stronę zbrojowni. KLIK. Dźwięk przekręconego klucza. Bianka otworzyła drzwi.
-Czego chcesz, Wilson?
-Dla ciebie: panie Wilson.
-Czego chcesz, panie Wilson? - odrzekła sarkastycznym głosem.
-Oddaj narzędzia Lucky.
-Nigdy!
Popatrzyłem na smutną Lucky. Nie mogłem pozwolić by nie odzyskała swoich rzeczy!
-A co powiesz na układ? - spytałem Binki.
-Jaki układ? - zaciekawiła się ona. Potomkowie Hermesa mają nosa do układów.
-Pojedynek przy jeziorze. Dziś o 18. Jeśli wygrasz zatrzymasz narzędzia i weźmiesz mój księgozbiór, jeśli wygram ja wezmę tylko narzędzia. Nie zabiorę żadnych TWOICH rzeczy - powiedziałem.
-To nie będzie fair. Jesteś ode mnie starszy i silniejszy, więc jesteś lepszym szermierzem.
-A kto powiedział że to będzie walka na miecze? To nie byłoby fair, z resztą sama to zauważyłaś. Ale walka na wodne moce... Tak, to byłoby zdecydowanie fair. Ty - wnuczka Posejdona i ja - syn Kloacyny.
-Ja... Ten... No, dobra.... Oddam te narzędzia bez pojedynku - wybąknęła ona nie patrząc mi w oczy. Uderzyłem w jej słaby punkt. Jej moce wodne były słabe i ona o tym wiedziała. Uśmiechnęłem się z satysfakcją.
-Grzeczna dziewczynka - powiedziałem. - Ale niezbyt często słucha się Pana Wilsona.
Spróbowała zabić mnie wzrokiem, ale odszedłem od jej domku z uśmiechem na ustach i kuferkiem na narzędzia w dłoniach. Lucky rzuciła mi się na szyję - Byłeś niesamowity! - wykrzyknęła. Zszokowałem się. Ale to był pozytywny szok. Gdy mnie puściła, nagle zainteresowała się swoimi butami. Nie odrywała od nich wzroku.
-Jakbyś jeszcze kiedyś potrzebowała pomocy.... Mów - powiedziałem, również nie patrząc jej w oczy. - Jesteś dobrą kumpelą.
I odeszłem czując że jestem szczęśliwy. Nareszcie szczęśliwy.
Oczywiście, los postanowił odebrać mi to szczęście. Gdy byłem już u swoich drzwi usłyszałem okrzyk.
-Ty, syn klozeta! - brzmiał ten wysoce nieprzyjemny dźwięk. "Syn klozeta". Ciekawe co jutro wymyślą. Byłem już nazwany każdym przekleństwem jakie obozowicze próbowali wymyślić. Usłyszałem już słowo "kibel" odmienione przez wszystkie przypadki. "Syn klozeta" nie było najgorszą rzeczą jaką w życiu usłyszałem. Ale zabolało.
-Masz że mną jakiś problem? - odpowiedziałem szorstkim głosem mierząc od stóp do głów wroga. Nowy obozowicz, uznany wczoraj, syn Aresa. Odziedziczył jedynie złe cechy swego ojca.
-Moim problemem jest twoje istnienie - odpowiedział.
-Naprawdę musisz być mało inteligenty by atakować kogoś tylko że względu na jego pochodzenie.
Chyba nie zrozumiał o co mi chodzi. Rzeczywiście nie był zbyt inteligentny.
Potoczył mi w odpowiedzi parę nieprzychylnych słów.
-Uważasz się za lepszego ode mnie, bo jesteś synem Aresa? Wiedz, że Ares jest sławny w mitach, ale naprawdę to słabeusz. Jego dzieci nie są lepsze. Chłepią się że są najlepszymi szermierzami, a najlepszym szermierzem stulecia był syn Hermesa. Nazywał się... Luka? Nie.... Lucas? Też nie. Luke, nazywał się Luke. Dzieci Aresa chłepią się też tym że są wybitnymi strategami, a najwybitniejszym strategiem stulecia jest córka Ateny. Nie uważaj się za lepszego z powodu swojego pochodzenia - powiedziałem i chciałem odejść.
-Twój ojciec musiał być głupcem, skoro nie porzucił cię, gdy się urodziłeś! - wykrzyknął on. Być może nie była najgorsza rzecz jaką mógł powiedzieć, ale każdy wie że nie wolno obrażać przy mnie mojego ojca. Syn Aresa najwidoczniej o tym zapomniał. Oślepiła mnie furia. Chłopaka zaczęły chłostać fale wody, uderzając go po twarzy. Krzyczałem na niego bez opamiętania, a fale wody zamieniły się w przezroczystych wojowników, walczących po mojej stronie.
-Odszczekaj słowa o moim ojcu!!!- ryknęłem. - Nie waż się go obrażać!
Uformowałem z wody przezroczysty miecz. Cięłem po chłopaku i jedyny powód dla którego jeszcze żył, to to że miał na sobie zbroje.
-James! - usłyszałem za sobą krzyk Lucky. Obróciłem się w jej kierunku i zobaczyłam z jakim przerażeniem patrzy na to co właśnie robiłem. - Przestań!
Przestałem. Fale gniewu mnie opuściły. Upadłem na kolana. Ilość mocy, której użyłem była niewyobrażalna. Prawie zabiłem sam siebie pozbawiając się energii.
-Już nigdy nie popełnij tego błędu - warknęłem do chłopaka, po czym odbiegłem do swojego domku ze łzami w oczach. Zniszczono mój najlepszy dzień świata. Wyśmiano mnie, mojego ojca i moją matkę. Chciałem do Obozu Jupiter, gdzie oddawano kult Kloacynie i wierzono w jej moc. Upadłem na łóżko i płakałem. "Chłopaki nie płaczą" mówiono. Ja mówię "chłopaki płaczą, gdy nie mają nic".
- - - -
Witam wszystkich, którzy czytają ten rozdział. Biedny, biedny James. Kto idzie z widłami do domku Aresa? (z całym szacunkiem dla wszystkich, którzy Aresa i jego dzieci lubią).
Niedługo zaczną się wątki fabularne
Pozdrawiam
majam
Nie, no. Znów wybuchłem obozowe toalety. To się zdarzało, gdy byłem zły lub smutny. Czyli praktycznie 92712038101 razy na dzień. Mogłem cofnąć wszystkie zniszczenia jednym machnięciem dłoni, ale nie chciałem się przemęczyć. Być może wyglądałoby to spektakularnie, ale było wyniszczające, zbyt duże użycie mocy. Wprowadzało człowieka w coraz większą depresję. Zabijało ostatnie dobre wspomnienia. Wróciłem do książki przypominając sobie młodszego siebie wierzącego w to że któregoś dnia przyleci do niego sowa z listem zapraszającym do Hogwartu. Później nastoletniego chłopaka, który nie wierzył już w te bzdury i w magię. A później dowiedział się że jest synem rzymskiej bogini. I może dzięki temu znów byłby małym wesołkiem wierzącym w cudowny świat, gdyby nie śmierć ojca. Najgorsze wydarzenie życia. Zaczynałem już mieć łzy w oczach, gdy usłyszałem dźwięk, którego nie słyszałem od dawna.
PUK, PUK!
Nie wierzyłem. Przecież nikt nie chce mnie i nie potrzebuje.
PUK, PUK!
Ale to się działo. Naprawdę się działo
PUK, PUK!
-Już idę! - krzyknęłem uszczęśliwiony. Ktoś obchodził się moim losem!
Przy drzwiach zastałem Lucky Latte. Rozpromieniłem się jeszcze bardziej. Ktoś o mnie pamiętał i była to bardzo ładna dziewczyna (gdyby był to bardzo brzydki chłopak też bym się cieszył, ale zrozumcie - BARDZO ŁADNA DZIEWCZYNA!).
-Wit... - zaczęłem.
-Nie kończ, nie mam całego dnia - wypaliła ona. - Musisz mi pomóc!
Żadnego "James jak się miewasz?" albo "James nie było cię na zajęciach. Wszystko dobrze?". Oczywiście, to musiało być "pomóż mi!". Nikogo nie interesowałem ja, a korzyści ze mnie.
-Muszę dokończyć robota sprzątającego bałagan jaki wywołujesz, ale nie mam narzędzi, bo Bianka Hood mi zabrała. Pomożesz?
-Jasne - powiedziałem. Czułem się zdruzgotany, ale cóż... Przynajmniej jej pomogę. - Ale czemu przyszłaś do mnie?
-Bo tylko ciebie nie ma na starożytnej grece - wypaliła. No, tak, przecież nie spodziewałem się że powie, że zrobiła to bo jestem najgodniejszym zaufania chłopakiem jakiego ona zna.
-OK, jak mam Ci pomóc?
-Zrobimy włam. Odciągniesz Binke, a ja otworze drzwi.
-To nie zadziała. ONA jest złodziejem, a nie TY.
-A masz jakiś lepszy pomysł?
-Owszem mam.
I skierowałem się do domku trzeciego. Zapukałem do drzwi.
-Otwórz, Binka! - krzyknąłem.
Brak odpowiedzi.
-Wiem, że tam jesteś!
-Nie ma mnie! - usłyszałem.
-Jesteś.
-Skąd wiesz?
To było głupie.
-Bo nie tylko ja urywam się z zajęć.
-Co z tego że jestem, skoro cię nie wpuszczę?!
-Dawno nie otwierałem mieczem drzwi - powiedziałem cichym głosem, ale na tyle by usłyszała.
-Nie zrobisz tego!
-Testujesz mnie? - odpowiedziałem i ruszyłem w stronę zbrojowni. KLIK. Dźwięk przekręconego klucza. Bianka otworzyła drzwi.
-Czego chcesz, Wilson?
-Dla ciebie: panie Wilson.
-Czego chcesz, panie Wilson? - odrzekła sarkastycznym głosem.
-Oddaj narzędzia Lucky.
-Nigdy!
Popatrzyłem na smutną Lucky. Nie mogłem pozwolić by nie odzyskała swoich rzeczy!
-A co powiesz na układ? - spytałem Binki.
-Jaki układ? - zaciekawiła się ona. Potomkowie Hermesa mają nosa do układów.
-Pojedynek przy jeziorze. Dziś o 18. Jeśli wygrasz zatrzymasz narzędzia i weźmiesz mój księgozbiór, jeśli wygram ja wezmę tylko narzędzia. Nie zabiorę żadnych TWOICH rzeczy - powiedziałem.
-To nie będzie fair. Jesteś ode mnie starszy i silniejszy, więc jesteś lepszym szermierzem.
-A kto powiedział że to będzie walka na miecze? To nie byłoby fair, z resztą sama to zauważyłaś. Ale walka na wodne moce... Tak, to byłoby zdecydowanie fair. Ty - wnuczka Posejdona i ja - syn Kloacyny.
-Ja... Ten... No, dobra.... Oddam te narzędzia bez pojedynku - wybąknęła ona nie patrząc mi w oczy. Uderzyłem w jej słaby punkt. Jej moce wodne były słabe i ona o tym wiedziała. Uśmiechnęłem się z satysfakcją.
-Grzeczna dziewczynka - powiedziałem. - Ale niezbyt często słucha się Pana Wilsona.
Spróbowała zabić mnie wzrokiem, ale odszedłem od jej domku z uśmiechem na ustach i kuferkiem na narzędzia w dłoniach. Lucky rzuciła mi się na szyję - Byłeś niesamowity! - wykrzyknęła. Zszokowałem się. Ale to był pozytywny szok. Gdy mnie puściła, nagle zainteresowała się swoimi butami. Nie odrywała od nich wzroku.
-Jakbyś jeszcze kiedyś potrzebowała pomocy.... Mów - powiedziałem, również nie patrząc jej w oczy. - Jesteś dobrą kumpelą.
I odeszłem czując że jestem szczęśliwy. Nareszcie szczęśliwy.
Oczywiście, los postanowił odebrać mi to szczęście. Gdy byłem już u swoich drzwi usłyszałem okrzyk.
-Ty, syn klozeta! - brzmiał ten wysoce nieprzyjemny dźwięk. "Syn klozeta". Ciekawe co jutro wymyślą. Byłem już nazwany każdym przekleństwem jakie obozowicze próbowali wymyślić. Usłyszałem już słowo "kibel" odmienione przez wszystkie przypadki. "Syn klozeta" nie było najgorszą rzeczą jaką w życiu usłyszałem. Ale zabolało.
-Masz że mną jakiś problem? - odpowiedziałem szorstkim głosem mierząc od stóp do głów wroga. Nowy obozowicz, uznany wczoraj, syn Aresa. Odziedziczył jedynie złe cechy swego ojca.
-Moim problemem jest twoje istnienie - odpowiedział.
-Naprawdę musisz być mało inteligenty by atakować kogoś tylko że względu na jego pochodzenie.
Chyba nie zrozumiał o co mi chodzi. Rzeczywiście nie był zbyt inteligentny.
Potoczył mi w odpowiedzi parę nieprzychylnych słów.
-Uważasz się za lepszego ode mnie, bo jesteś synem Aresa? Wiedz, że Ares jest sławny w mitach, ale naprawdę to słabeusz. Jego dzieci nie są lepsze. Chłepią się że są najlepszymi szermierzami, a najlepszym szermierzem stulecia był syn Hermesa. Nazywał się... Luka? Nie.... Lucas? Też nie. Luke, nazywał się Luke. Dzieci Aresa chłepią się też tym że są wybitnymi strategami, a najwybitniejszym strategiem stulecia jest córka Ateny. Nie uważaj się za lepszego z powodu swojego pochodzenia - powiedziałem i chciałem odejść.
-Twój ojciec musiał być głupcem, skoro nie porzucił cię, gdy się urodziłeś! - wykrzyknął on. Być może nie była najgorsza rzecz jaką mógł powiedzieć, ale każdy wie że nie wolno obrażać przy mnie mojego ojca. Syn Aresa najwidoczniej o tym zapomniał. Oślepiła mnie furia. Chłopaka zaczęły chłostać fale wody, uderzając go po twarzy. Krzyczałem na niego bez opamiętania, a fale wody zamieniły się w przezroczystych wojowników, walczących po mojej stronie.
-Odszczekaj słowa o moim ojcu!!!- ryknęłem. - Nie waż się go obrażać!
Uformowałem z wody przezroczysty miecz. Cięłem po chłopaku i jedyny powód dla którego jeszcze żył, to to że miał na sobie zbroje.
-James! - usłyszałem za sobą krzyk Lucky. Obróciłem się w jej kierunku i zobaczyłam z jakim przerażeniem patrzy na to co właśnie robiłem. - Przestań!
Przestałem. Fale gniewu mnie opuściły. Upadłem na kolana. Ilość mocy, której użyłem była niewyobrażalna. Prawie zabiłem sam siebie pozbawiając się energii.
-Już nigdy nie popełnij tego błędu - warknęłem do chłopaka, po czym odbiegłem do swojego domku ze łzami w oczach. Zniszczono mój najlepszy dzień świata. Wyśmiano mnie, mojego ojca i moją matkę. Chciałem do Obozu Jupiter, gdzie oddawano kult Kloacynie i wierzono w jej moc. Upadłem na łóżko i płakałem. "Chłopaki nie płaczą" mówiono. Ja mówię "chłopaki płaczą, gdy nie mają nic".
- - - -
Witam wszystkich, którzy czytają ten rozdział. Biedny, biedny James. Kto idzie z widłami do domku Aresa? (z całym szacunkiem dla wszystkich, którzy Aresa i jego dzieci lubią).
Niedługo zaczną się wątki fabularne
Pozdrawiam
majam
niedziela, 14 czerwca 2020
Od Lucky Latte cd. James Wilson
Bianka Hood obróciła się, gdy
zawołałam do niej.
-Hej Bianka kiedy oddasz mi
moje narzędzia?
-Za kilka dni co, Lukcy? Muszę je odebrać ludziom, którym je sprzedałam... Znaczy się pożyczyłam.
Poszłam
do kuźni kręcąc głową, widząc lekkomyślność dziewczyny. Poszła zabawiać się czyimś kosztem z dziećmi Hermesa. Po południu
przyszłam do niej i powiedziałam jej żeby dała mi choć połowę
narzędzi bo muszę skończyć nowy wynalazek, a to wszytko przez Jamesa, bo
znowu wybuchł toalety.
Mój robot miał sam naprawiać łazienki, bo przez chłopaka były psute co dwa dni. Następnego dnia mój wynalazek był skończony i miałam połowę
narzędzi ukradzionych przez Biankę, ale jak zwykle nie mogłam się długo
cieszyć - (pewnie myślicie że wynalazek się zepsuł ale to było coś
gorszego) ktoś ukradł mi wszystkie narzędzia. Nie tylko te oddane przez Binkę, ale nawet inne, które miałam ukryte pod łóżkiem. Szukając złodzieja wymigalam się z treningu szermierki.
Oczywiście szukałam w domku nr 3, no bo to musiała być Binka. Wiem że to była ona, widać to po spojrzeniu, ale sprytnie się wykręca. No i mam problem - kto mi pomoże? Teraz siedzę i
głaszcze mojego kota i zastanawiam się co bym teraz robiła, gdyby nie przyprowadził mnie do Obozu Herosów. Pewnie siedziałabym na matmie (to jeden z plusów tego obozu: nie ma matmy. Drugi plus to to
że są pegazy, ale to na razie nie ważne ). Zastanawiam się też jak do oddania narzędzi namówić Biankę.
Pewnie przekonam ją
że w zamian jej coś dam. Wszyscy potomkowie Hermesa ona są tacy sami - nakręceni na zysk. Zresztą każdy domek jest bardzo stereotypowy - dzieci Afrodyty są zazwyczaj przejęte modą, dzieci Apollina, kochają muzykę, a taki na przykład James wybucha toalety co dwa dni... Eh, może ja też jestem stereotypowa? Bywa...
***
Hej sorry ze dodałam dopiero teraz, ale byłam zajęta Maratonem na moim drugim blogu. ;)
***
Hej sorry ze dodałam dopiero teraz, ale byłam zajęta Maratonem na moim drugim blogu. ;)
środa, 3 czerwca 2020
Od Bianka Hood cd.???
-I na pewno nie spalicie obozu pod moją nieobecność? - zapytał Chejron, chyba już setny raz. Najpierw pożegnał wszystkich obozowiczów, a później rozmawiał jeszczcze z grupowymi, w tym mną. Ziewnęłam. Nie że coś, ale bycie grupową nie było zbyt fajne. Zrozumcie: mogłam teraz kraść, wrzucać ludzi do jeziora lub robić jakąś inną fajną rzecz, a słuchałam narzekań parotysiącletniego centaura o włączonych żelazkach. Zaczęłam rozglądać się po kieszeniach innych grupowych i już miałam wyciągnąć drobinki z czyjejś kieszeni...
-Bianko Hood, oddaj proszę wszystko co ukradłaś - Chejron spojrzał na mnie wzrokiem znawcy dusz. Przeklnęłam w duchu. Liczyłam że moje umiejętności się poprawiają lub że odkryje jakieś nowe moce, ale nie... Musiałam zadowolić się oddychaniem pod wodą i predyspozycjami do gry w Pokera. A od zawsze marzyłam o kontroli wody i perfekcyjnym kradnięciu, o wyjmowaniu pieniędzy z kieszeni, by nikt nie widział i idealnym omijaniu pułapek.
-Tak, Chejronie - mruknąłem i spojrzałam na twarze innych obozówiczów. Wszyscy spoglądali na mnie gniewnie, jakbym dokonała niewiadomo jak złego czynu. Tylko heros z domku Hermesa spojrzał na mnie z uśmiechem. "Pouczę cię później" zdawało się mówić jego spojrzenie. "No ba, kuzynie. Czy kimkolwiek dla mnie jesteś." chciałam powiedzieć. Eh... Zagmatwana sprawa z tym wszystkim. Byłam córką syna Hermesa, czyli formalnie mieszkańcy jedenastki byli moim wujostwem, choć część z nich była ode mnie młodsza... Nie co niezrozumiałe, prawda? Cóż, "nie co niezrozumiałe" opisywało moje życie podczas ostatnich kilku miesięcy. Niezrozumiałe jest to dlaczego rodzice kazali mi zostać w obozie herosów poza latem, niezrozumiały jest "wielki problem" o którym wszyscy mówią, niezrozumiałe jest to czemu mam mieszkać w domku 3, a nie 11 i czemu, na bogów mam być jego grupową? Czasami zastanawiam się co ja robię ze swoim życiem. I czemu nikt mi nic nie powie? Nie lubię niejasności!
-Dobrze, żegnam się z wami. Bądźcie ostrożni, nie zostawiajcie nieugaszonego ogniska, odbierajcie iryfony i... - stary centaur starał się przemówić nam do rozsądku.
-Chejronie, troska o herosów jest do ciebie niepodobna. Jedź już, my się nie pozabijamy - powiedziałam, choć w myślach dodałam "raczej". Chejron rzucił nam ostatnie spojrzenie i odgalopował. Wraz z innymi herosami patrzyłam za nim chwilę, po czym odeszłam. Skierowałam się ku domkowi Hermesa, by pouczyć się złodziejskich taktyk, ale nagle ktoś za mną się odezwał. Obróciłam się i zobaczyłam...
***
No hej, już pierwszy rozdział za nami. Mamy aż dwie osoby, które stworzyły postacie i kilkoro zainteresowanych z Howrse. Dla mnie to dużo.
Kto chce pisać następny rozdział (przypominam żeby wysłać go do mnie na maila lub na Howrse) niech zgłosi się w komentarzu, ewentualnie na Howrse. Wyznajemy zasadę kto pierwszy, ten lepszy.
Być może w niedalekiej przyszłości blog będzie miał współautora.
Majam
P. S: Dla niezorientowanych: tytuł posta oznacza po prostu że rozdział jest pisany z perspektywy Binki Hood i nie ma jeszcze osoby, która zgłosiła się by napisać następny.
-Bianko Hood, oddaj proszę wszystko co ukradłaś - Chejron spojrzał na mnie wzrokiem znawcy dusz. Przeklnęłam w duchu. Liczyłam że moje umiejętności się poprawiają lub że odkryje jakieś nowe moce, ale nie... Musiałam zadowolić się oddychaniem pod wodą i predyspozycjami do gry w Pokera. A od zawsze marzyłam o kontroli wody i perfekcyjnym kradnięciu, o wyjmowaniu pieniędzy z kieszeni, by nikt nie widział i idealnym omijaniu pułapek.
-Tak, Chejronie - mruknąłem i spojrzałam na twarze innych obozówiczów. Wszyscy spoglądali na mnie gniewnie, jakbym dokonała niewiadomo jak złego czynu. Tylko heros z domku Hermesa spojrzał na mnie z uśmiechem. "Pouczę cię później" zdawało się mówić jego spojrzenie. "No ba, kuzynie. Czy kimkolwiek dla mnie jesteś." chciałam powiedzieć. Eh... Zagmatwana sprawa z tym wszystkim. Byłam córką syna Hermesa, czyli formalnie mieszkańcy jedenastki byli moim wujostwem, choć część z nich była ode mnie młodsza... Nie co niezrozumiałe, prawda? Cóż, "nie co niezrozumiałe" opisywało moje życie podczas ostatnich kilku miesięcy. Niezrozumiałe jest to dlaczego rodzice kazali mi zostać w obozie herosów poza latem, niezrozumiały jest "wielki problem" o którym wszyscy mówią, niezrozumiałe jest to czemu mam mieszkać w domku 3, a nie 11 i czemu, na bogów mam być jego grupową? Czasami zastanawiam się co ja robię ze swoim życiem. I czemu nikt mi nic nie powie? Nie lubię niejasności!
-Dobrze, żegnam się z wami. Bądźcie ostrożni, nie zostawiajcie nieugaszonego ogniska, odbierajcie iryfony i... - stary centaur starał się przemówić nam do rozsądku.
-Chejronie, troska o herosów jest do ciebie niepodobna. Jedź już, my się nie pozabijamy - powiedziałam, choć w myślach dodałam "raczej". Chejron rzucił nam ostatnie spojrzenie i odgalopował. Wraz z innymi herosami patrzyłam za nim chwilę, po czym odeszłam. Skierowałam się ku domkowi Hermesa, by pouczyć się złodziejskich taktyk, ale nagle ktoś za mną się odezwał. Obróciłam się i zobaczyłam...
***
No hej, już pierwszy rozdział za nami. Mamy aż dwie osoby, które stworzyły postacie i kilkoro zainteresowanych z Howrse. Dla mnie to dużo.
Kto chce pisać następny rozdział (przypominam żeby wysłać go do mnie na maila lub na Howrse) niech zgłosi się w komentarzu, ewentualnie na Howrse. Wyznajemy zasadę kto pierwszy, ten lepszy.
Być może w niedalekiej przyszłości blog będzie miał współautora.
Majam
P. S: Dla niezorientowanych: tytuł posta oznacza po prostu że rozdział jest pisany z perspektywy Binki Hood i nie ma jeszcze osoby, która zgłosiła się by napisać następny.
czwartek, 28 maja 2020
Prośba
Proszę o informację zwrotną na emaila/Howrse/w komentarzu od wszystkich zainteresowanym blogiem, którzy w tej sprawie do mnie pisali, bo nie wiem już czy są to tylko puste słowa czy prawdziwa chęć do uczestnictwa.
Żegnam
majam
czwartek, 21 maja 2020
Regulamin (zapisy otwarte!)
Witam strudzony wędrowcze, znalazłeś się na końcu Internetu.
Jestem półbogiem, jak każdy inny. Choć właściwie to jestem ćwierćbogiem. Moja matka to córka Posejdona, a mój tata to syn Hermesa. W obozie herosów ostatnio dużo się dzieje. Moi rodzice i półboscy rodzice moich przyjaciół oraz niektórzy starsi mieszkańcy obozu zniknęli na długo. Omawiają "pewien problem". Chejron ma również niedługo opuścić obóz, by rozwiązać tamten problem. Pan D. zaginął w akcji. Zostaniemy sami w obozie i może nawet go nie zniszczymy. A kto wie, może odkryjemy nawet czym jest "ten wielki problem". Wszystko zależy od nas.
Pa! Idę powrzucać nowych obozowiczów do jeziora.
Jestem półbogiem, jak każdy inny. Choć właściwie to jestem ćwierćbogiem. Moja matka to córka Posejdona, a mój tata to syn Hermesa. W obozie herosów ostatnio dużo się dzieje. Moi rodzice i półboscy rodzice moich przyjaciół oraz niektórzy starsi mieszkańcy obozu zniknęli na długo. Omawiają "pewien problem". Chejron ma również niedługo opuścić obóz, by rozwiązać tamten problem. Pan D. zaginął w akcji. Zostaniemy sami w obozie i może nawet go nie zniszczymy. A kto wie, może odkryjemy nawet czym jest "ten wielki problem". Wszystko zależy od nas.
Pa! Idę powrzucać nowych obozowiczów do jeziora.
Bianka Hood (uprzedzam! Naprawdę nie lubię swojego imienia. Ale dorośli się uparli że trzeba czcić pamięć poległych i nastąpiła moda na takie imiona. W każdym razie mówcie mi po nazwisku, ewentualnie Binka).
***
Wirtualny Obóz Herosów to pomysł podobny do watach, które były modne kilka lat temu. Polega to na tym że możesz stworzyć swoją postać/postacie, a następnie pisać wraz ze mną rozdziały. Np. ja pisze pierwszy rozdział, kolejna osoba, która pierwsza napisze w komentarzu że chce odpowiedzieć pisze następny rozdział, następna robi to samo i w ten sposób tworzymy historię. Dokładniej wyjaśni ci to regulamin:
1. Akcja dzieje się kilkanaście lat po Apollo i boskie próby
2. Opis postaci oraz rozdziały wysyłamy na mojego emaila - majammajam07@gmail.com
Jeśli nie posiadasz emaila, możesz wysłać to na Howrse, pod loginem majam, ewentualnie w komentarzu.
3. Nie musisz znać książek wujka Ricka by uczestniczyć w zabawie, jaką jest ten blog. Wystarczy znać historię w skrócie: w obozie herosów, żyją sobie dzieci bogów greckich i mają różne moce, wyruszają na misję itp.
4. Nie używamy przekleństw. Nasze postacie w chwili zdenerwowania mogą powiedzieć "bogowie", "spadnij na dno Tartaru", "na Hadesa" a gdy sytuacja jest dramatyczna można powiedzieć nawet "na różową piżamę Zeusa!"
5. Postacie, mogą być:
-dziećmi dwóch lub więcej bogów (dla nich to możliwe xd)
-dziećmi boga i niekanonicznego śmiertelnika
-dziećmi boga i kanonicznego śmiertelnika, nie będącego w związku w kanonie
-dziećmi dwóch kanonicznych herosów, którzy są parą w kanonie (np. Percy x Annabeth)
- dziećmi niekanonicznego i kanonicznych herosa, jeśli nie ma on pary w kanonie (np. Connor x niekanoniczna postać)
-satyrem
-nimfą
-androidem
-bogiem (twoim własnym lub z mitologi)
12. Prosiłabym żeby nie dodawać tutaj nielegalnych treści.
***
Nie wiem czy to wypali. Nie wiem czy ktokolwiek to przeczyta. Nie wiem czy to się uda. Ale spróbuje to zrobić, bo uwielbiam Percy'ego Jacksona i chciałabym popisać wraz z innymi fanami. Gdy przynajmniej jedna osoba zgłosi do mnie swoje postacie, napiszę pierwszy rozdział.
majam
P.S: Polecam wpaść na mojego drugiego bloga obsadzonego w uniwersum Króla Lwa: Historia Flory
1. Akcja dzieje się kilkanaście lat po Apollo i boskie próby
2. Opis postaci oraz rozdziały wysyłamy na mojego emaila - majammajam07@gmail.com
Jeśli nie posiadasz emaila, możesz wysłać to na Howrse, pod loginem majam, ewentualnie w komentarzu.
3. Nie musisz znać książek wujka Ricka by uczestniczyć w zabawie, jaką jest ten blog. Wystarczy znać historię w skrócie: w obozie herosów, żyją sobie dzieci bogów greckich i mają różne moce, wyruszają na misję itp.
4. Nie używamy przekleństw. Nasze postacie w chwili zdenerwowania mogą powiedzieć "bogowie", "spadnij na dno Tartaru", "na Hadesa" a gdy sytuacja jest dramatyczna można powiedzieć nawet "na różową piżamę Zeusa!"
5. Postacie, mogą być:
-dziećmi dwóch lub więcej bogów (dla nich to możliwe xd)
-dziećmi boga i niekanonicznego śmiertelnika
-dziećmi boga i kanonicznego śmiertelnika, nie będącego w związku w kanonie
-dziećmi dwóch kanonicznych herosów, którzy są parą w kanonie (np. Percy x Annabeth)
- dziećmi niekanonicznego i kanonicznych herosa, jeśli nie ma on pary w kanonie (np. Connor x niekanoniczna postać)
-satyrem
-nimfą
-androidem
-bogiem (twoim własnym lub z mitologi)
-kimkolwiek innym, kogo nie wymieniłam, a uważasz że powinien tu być.
6. Jeśli chcesz by nasza postać weszła np. w związek miłosny z jakąś inną postacią musisz to ustalić z jej autorem.
7. Liczba maksymalna postaci twoich postaci to 6 (o ile umiesz poprowadzić wątek, aż tylu postaci).
8. Zapisy są otwarte cały czas.
9. Postacie innych osób mogą pojawiać się w twoim rozdziale, aczkolwiek pamiętaj by uwzględnić ich charakter (postać o sarkastycznej osobowości nie może zachowywać się i wypowiadać elegancko, a elegancka postać nie powinna być wyluzowana) i nie podejmowanie życiowych decyzji postaci za autora.
10. Jeśli nie jesteś pewien czy masz zgodę na jakaś scenę, z powodu zawartych w niej elementów, masz obowiązek się spytać autora.
6. Jeśli chcesz by nasza postać weszła np. w związek miłosny z jakąś inną postacią musisz to ustalić z jej autorem.
7. Liczba maksymalna postaci twoich postaci to 6 (o ile umiesz poprowadzić wątek, aż tylu postaci).
8. Zapisy są otwarte cały czas.
9. Postacie innych osób mogą pojawiać się w twoim rozdziale, aczkolwiek pamiętaj by uwzględnić ich charakter (postać o sarkastycznej osobowości nie może zachowywać się i wypowiadać elegancko, a elegancka postać nie powinna być wyluzowana) i nie podejmowanie życiowych decyzji postaci za autora.
10. Jeśli nie jesteś pewien czy masz zgodę na jakaś scenę, z powodu zawartych w niej elementów, masz obowiązek się spytać autora.
11. Nie mamy bardzo surowych zasad, ale szanujmy się i nie pozwalajmy by rozdziały nie były pisane co miesiąc.
***
Nie wiem czy to wypali. Nie wiem czy ktokolwiek to przeczyta. Nie wiem czy to się uda. Ale spróbuje to zrobić, bo uwielbiam Percy'ego Jacksona i chciałabym popisać wraz z innymi fanami. Gdy przynajmniej jedna osoba zgłosi do mnie swoje postacie, napiszę pierwszy rozdział.
majam
P.S: Polecam wpaść na mojego drugiego bloga obsadzonego w uniwersum Króla Lwa: Historia Flory
Subskrybuj:
Posty (Atom)
